czwartek, 03 listopada 2011
co z tą łodzią?

lodz_design_design_po_poslku_zsah

Dobiegła końca piąta już odsłona Łódź Design Fetiwal. Tegoroczna edycja festiwalu przebiegała pod hasłem Zmiana! Wybór takiej myśli przewodniej miał zwrócić uwagę na dokonujące się zmiany, które dzieją się bez naszej wyraźnej woli, jak i te dotyczące naszego bycia w zmieniającym się świecie. Zaprezentowane tym razem projekty to w dużej części powrót do nurtu eko, ale nie tego wymuszonego modą, lecz koniecznością zapewnienia warunków do życia wciąż powiększającej się populacji. Tegoroczna edycja festiwalu po raz pierwszy odbyła się poza siedzibą organizatora, czyli Łódź Art Center. Ekspozycje przygotowano w remontowanej właśnie fabryce z lat 30 przy ulicy Targowej 35, która  choć już wyposażona została w nowe okna i podstawy współczesnych instalacji, wciąż jeszcze zachowała coś ze swego dawnego charakteru i dzięki temu znakomicie wyrażała ideę zmiany.

W ciagu 5 lat organizatorom festiwalu w Łodzi niewątpliwe udało się to, czego wciąż brakuje przy innych tego typu imprezach w Polsce. Łódzki festiwal stał się polskim świętem designu, na które zjeżdża cała branża – od projektantów przez krytyków po producentów. Łódź w ciągu tych kilku dni staje się miejscem ważnych spotkań, płaszczyzną wymiany myśli i doświadczeń – sprzyja kształtowaniu się społeczności miłośników designu. I to chyba tyle z plusów. Niestety ogólnie zauważam zmianę na gorsze. Program artystyczny łódzkiego festiwalu designu z roku na rok spada. Wyraźnie brakuje powiewu świeżości. Kuratorzy wystaw nie dbają o to, aby prezentować rzeczy nowe – dlatego wciąż musimy oglądać dobrze znane nam projekty z wcześniejszych prezentacji – i co gorsza - nie raz ale na kilku wystawach jednocześnie! Jest to problem, który dotyczy nie tylko łódzkiego festiwalu, ale także innych imprez mających na celu propagowanie wzornictwa. Odwiedzając inne festiwale, wystawy polskiego designu wciąż od kilku lat napotykamy te same nazwiska i te same projekty. I tak będą to lampy od kafti, lampy od puff-buff, dywany od Agnieszki Czop i Joanny Rusin, produkty od malafora, aze design itd. itd. powstałe nieraz 10 lat temu. Jak długo będziemy musieli jeszcze oglądać te rzeczy?

Wystawy prezentujące polskie wzornictwo „młodego” pokolenia ulęgają zapętleniu. Najlepszym tego przykładem jest wystawa „Unpolished”, która doczekała się aż 9 edycji po lekkim liftingu! Prezentowane na wystawie dobrze znane już nam prace należą w większości do pokolenia trzydziestolatków. To, zdaniem kuratorów, najbardziej interesująca grupa polskich twórców. A co z dwudziestolatkami? Czy naprawdę nic nowego nie powstaje? Owszem powstaje tylko trzeba do tego dotrzeć – natomiast kuratorzy wystaw designu w Polsce wolą korzystać wiedzy i kontaktów, które już mają. Tymczasem w ciągu ostatnich lat na polskim rynku pojawiło się dziesiątki fantastycznych grup projektowych, indywidualnych twórców, których produkty prezentują dużą jakość. Problem dotyczy nie tylko wystaw i festiwali, ale także prasy branżowej. Kiedy przeglądam niektóre tytuły i w dziale debiut czytam o Pawle Grobelnym czy Darii Burlińskiej to chwytam się za głowę. Jakie to debiuty? Oboje to już od kilku lat rasowi, świetnie radzący sobie na rynku projektanci. Tu mój apel to kuratorów: dajcie w końcu szansę młodym twórcom na ich własne 5 minut!