|
czwartek, 03 listopada 2011
co z tą łodzią?
Dobiegła końca piąta już odsłona Łódź Design Fetiwal. Tegoroczna edycja festiwalu przebiegała pod hasłem Zmiana! Wybór takiej myśli przewodniej miał zwrócić uwagę na dokonujące się zmiany, które dzieją się bez naszej wyraźnej woli, jak i te dotyczące naszego bycia w zmieniającym się świecie. Zaprezentowane tym razem projekty to w dużej części powrót do nurtu eko, ale nie tego wymuszonego modą, lecz koniecznością zapewnienia warunków do życia wciąż powiększającej się populacji. Tegoroczna edycja festiwalu po raz pierwszy odbyła się poza siedzibą organizatora, czyli Łódź Art Center. Ekspozycje przygotowano w remontowanej właśnie fabryce z lat 30 przy ulicy Targowej 35, która choć już wyposażona została w nowe okna i podstawy współczesnych instalacji, wciąż jeszcze zachowała coś ze swego dawnego charakteru i dzięki temu znakomicie wyrażała ideę zmiany. W ciagu 5 lat organizatorom festiwalu w Łodzi niewątpliwe udało się to, czego wciąż brakuje przy innych tego typu imprezach w Polsce. Łódzki festiwal stał się polskim świętem designu, na które zjeżdża cała branża – od projektantów przez krytyków po producentów. Łódź w ciągu tych kilku dni staje się miejscem ważnych spotkań, płaszczyzną wymiany myśli i doświadczeń – sprzyja kształtowaniu się społeczności miłośników designu. I to chyba tyle z plusów. Niestety ogólnie zauważam zmianę na gorsze. Program artystyczny łódzkiego festiwalu designu z roku na rok spada. Wyraźnie brakuje powiewu świeżości. Kuratorzy wystaw nie dbają o to, aby prezentować rzeczy nowe – dlatego wciąż musimy oglądać dobrze znane nam projekty z wcześniejszych prezentacji – i co gorsza - nie raz ale na kilku wystawach jednocześnie! Jest to problem, który dotyczy nie tylko łódzkiego festiwalu, ale także innych imprez mających na celu propagowanie wzornictwa. Odwiedzając inne festiwale, wystawy polskiego designu wciąż od kilku lat napotykamy te same nazwiska i te same projekty. I tak będą to lampy od kafti, lampy od puff-buff, dywany od Agnieszki Czop i Joanny Rusin, produkty od malafora, aze design itd. itd. powstałe nieraz 10 lat temu. Jak długo będziemy musieli jeszcze oglądać te rzeczy? Wystawy prezentujące polskie wzornictwo „młodego” pokolenia ulęgają zapętleniu. Najlepszym tego przykładem jest wystawa „Unpolished”, która doczekała się aż 9 edycji po lekkim liftingu! Prezentowane na wystawie dobrze znane już nam prace należą w większości do pokolenia trzydziestolatków. To, zdaniem kuratorów, najbardziej interesująca grupa polskich twórców. A co z dwudziestolatkami? Czy naprawdę nic nowego nie powstaje? Owszem powstaje tylko trzeba do tego dotrzeć – natomiast kuratorzy wystaw designu w Polsce wolą korzystać wiedzy i kontaktów, które już mają. Tymczasem w ciągu ostatnich lat na polskim rynku pojawiło się dziesiątki fantastycznych grup projektowych, indywidualnych twórców, których produkty prezentują dużą jakość. Problem dotyczy nie tylko wystaw i festiwali, ale także prasy branżowej. Kiedy przeglądam niektóre tytuły i w dziale debiut czytam o Pawle Grobelnym czy Darii Burlińskiej to chwytam się za głowę. Jakie to debiuty? Oboje to już od kilku lat rasowi, świetnie radzący sobie na rynku projektanci. Tu mój apel to kuratorów: dajcie w końcu szansę młodym twórcom na ich własne 5 minut!
wtorek, 11 października 2011
sprostowanie
Chciałbym bardzo przeprosić Panią Krystynę Łuczak-Surówkę, autorkę artykułu „Teresa Kruszewska. Projektowanie dla dzieci” (2+3D nr.25) oraz całą redakcję 2+3D za naruszenie praw autorskich w artykule „Krzesło polskie” (RE:DESIGN nr.2) oraz na łamach bloga design po polsku. PIOTR WIŚNIEWSKI
czwartek, 11 sierpnia 2011
układ, układ, układ… czyli design polskiej prezydencji
1 lipca miała miejsce inauguracja polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Przez kolejne 6 miesięcy nasz kraj będzie koordynował prace Rady UE. Okres prezydencji to czas licznych spotkań i konferencji na szczeblu międzynarodowym, ważnych wydarzeń kulturalnych. To wyzwanie logistyczne i promocyjne, które poza aspektem politycznym, ma równie istotne znaczenie promocyjne, kształtujące wizerunek kraju sprawującego przewodnictwo. Od początku pracy nad projektem prezydencji Ministerstwo Spraw Zagranicznych postanowiło budować wizerunek Polski jako nowoczesne państwo w oparciu o polski design. Po pierwsze przepłacone logo prezydencji
Logo ma już swoich entuzjastów, m.in. ze względu na odwołanie do rozpoznawalnego na całym świecie znaku NSZZ. Ma też swoich przeciwników, zarzucających pewną anachroniczność zawartą w tej formie komunikacji wizualnej. Pomijając samą stronę graficzną znaku bardziej niepokoi sposób wyłonienia logo. Początkowo miał być zamknięty konkurs, do którego planowano zaprosić siedmiu twórców. Następnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zmieniło zdanie i postanowiło powierzyć zlecenie opracowania znaku tzw. z wolnej ręki Jerzemu Janiszewksiemu. Swój wybór argumentowało: „Planowany przez Zamawiającego logotyp Prezydencji RP w Radzie Unii Europejskiej ma nawiązywać do rozpoznawanego na całym świecie logotypu Solidarność autorstwa pana Janiszewskiego i zawierać jego element (flagę). Opracowanie logo polskiej Prezydencji, 31 lat po zaprojektowaniu logo Solidarności przez Jerzego Janiszewskiego gwarantuje prestiż znakowi graficznemu oraz będzie miało charakter symboliczny, adekwatny do rangi wydarzenia jakim jest pierwsza w historii polska Prezydencja w Radzie Unii Europejskiej. W związku z powyższym jedynym twórca, który może zrealizować przedmiotowe zamówienie będące przejawem działalności twórczej jest pan Jerzy Janiszewski. Pan Jerzy Janiszewski będąc autorem znaku Solidarność posiada prawa wyłączne do logotypu. Z uwagi na ochronę praw autorskich tylko jeden wykonawca może zrealizować przedmiotowe zamówienie” W przetargu na zamówienie publiczne opracowania logotypu polskiej prezydencji wystartowała wiec tylko jedna osoba: Janusz Janiszewski. Samo zmatowienie zostało wycenione na 24000 euro! 120 000 zł za logo to chyba gruba przesada! A na koniec formalne podsumowanie z ministerstwa: IV.2) LICZBA OTRZYMANYCH OFERT: 1. Dla porównania profesjonalne studio graficzne w Warszawie swoją ofertę zamyka w kwocie 10 000 zł.
Biały ceramiczny kubek z wygiętą łyżeczką i słoikiem miodu to drugi z prezentów polskiej prezydencji, który będzie wręczany delegatom podczas oficjalnych spotkań. Według mnie stanowi najciekawszą propozycję upominku, który jako jedyny ma coś wspólnego z przykładem dobrego polskiego wzornictwa. Pomysłodawczynie, czyli Anna Łoskiewicz i Zofia Strumiłło-Sukiennik z Beza Projekt twierdzą, że kojarzy im się to z dzieciństwem, z krajem mlekiem i miodem płynącym, z czym kto chce. Gruba tuba w kolorze miodu, ozdobiona wzorem kropelek i pszczelego plastra. A w środku zestaw: słoiczek miodu i uroczy biały kubeczek, nawiązujący kształtem i złotym paseczkiem na obrębie do kubków stołówkowych, ze szczególnym uwzględnieniem stołówek szkolnych i wczasowych oraz barów mlecznych. Do tego jest jeszcze wygięta łyżeczka do nakładania miodu.
Do zestawu upominków dla VIP-ów, czyli szefów rządów państw oraz ministrów należą ponadto bardzo zachowawcze spinki do mankietów, wykonane są ze srebra oraz charakterystycznego dla Polski krzemienia pasiastego, zwanego "polskim diamentem (projekt: Dorota Kępko) oraz aktówki ze skory juchtowej inspirowane jest latami 60-tymi (projekt: Anna Kuczyńska). Inspiracja jest niestety tak bardzo silna, że naprawdę wyglądają jakby miały 50 lat. Szkoda, ponieważ tyle znakomitych, charakterystycznych dla Polski i dobrze zaprojektowanych projektów prezentowanych choćby na różnych festiwalach designu, przegrały z rękodziełem lub tradycyjnymi przedmiotami prosto z … galanterii. Jak to jeden z internatów słusznie zauważył do kolekcji polskich upominków brakuje nam tylko tradycyjnych polskich kryształów, które idealnie wpisały by się w czasy Solidarnośći i w podobny sposób jak te wybrane mogły by promować Polskę jako kraj nowoczesny o dobrym wzornictwie…
Gadżety polskiej prezydencji to po przetargu na logo kolejny dowód rozrzutności Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wszystkie upominki kosztowały państwo ponad milion złotych! Jeden zestaw spinek do mankietu kosztował 358 złotych, co przy wykonanych 167 par daje łączny koszt 59 786 złotych. Każda aktówka została przez producenta wyceniona na 147 złotych, czyli łącznie ich zakup wymagał od MSZ wydania 52 920 złotych. Z kolei zestaw drewnianych bączków wraz z ręcznie robionym opakowaniem to kolejne 159 złotych. Łącznie za same bączki - 6200 zestawów - MSZ zapłacił 985 800 złotych! Co również potwierdza fakt że wyimagowane ceny projektów, mogły znaleźć tylko jednego sponsora, który mógłby sobie pozwolić na te przedmioty w tak wyszukanych cenach - polskiego podatnika. Po trzecia stara gwardia, czyli polskie wzornictwo wg Rygalika
Podsumowując niestety, ale polskiej prezydencji nie zupełnie udało się promować Polskę jako nowoczesny kraj o dobrym wzornictwie. Nieumiejętny wybór nie wspomogły nawet ogromne inwestycje w „sprawdzone” gwiazdy designu… Młodzi, zdolni i tani projektanci nadal czekają na swoją szansę, wystarczy tylko dać im taką możliwość…
czwartek, 28 lipca 2011
loga polskich lotnisk
W ostatnich latach możemy zaobserwować dynamiczny rozwój polskich lotnisk, a to za sprawą głównie tanich linii lotniczych. Wiele dotychczas podupadłych lotnisk zostało zmodernizowanych i rozbudowanych. W walce o klienta coraz częściej zaczynają również dostrzegać potrzebę budowania spójnego wizerunku. Nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Poniżej prezentuje znaki graficzne 11 polskich lotnisk.
Lotnisko im. Jana Pawła II w Krakowie
Lotnisko im. Fryderyka Chopina w Warszawie
Lotnisko w Katowicach
Lotnisko w Lublinie
Lotnisko im. Lecha Wałęsy w Gdańsku
Logo lotniska Copernicus we Wrocławiu
Lotnisko im. Władysłąwa Reymonta w Łodzi
Lotnisko im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu
Lotnisko im. NSZZ Solidarność w Szczecinie
Lotnisko im. I.J. Paderewski w Bydgoszczy
Lotnisko w Rzeszowie
środa, 20 lipca 2011
"krótka" historia krakowskiego szkieletora
Szkieletor to nieoficjalna nazwa niedokończonego wieżowca Naczelnej Organizacji Technicznej, który na stałe wrósł już w pejzaż Krakowa. To najwyższa, bo mierząca aż 91 metrów i 60 centymetrów wysokości, konstrukcja w mieście. Straszący od 32 lat budynek na przestrzeni lat doczekał się wielu różnych koncepcji ukończenia. Historia budynku rozpoczęła się w roku 1968, kiedy to zorganizowano konkurs na projekt architektoniczny biurowca NOT-u. Wygrał pomysł pod kierownictwem Zdzisława Arcta, Ewy Dworzak i Krzysztofa Leśnodorskiego. Wówczas miał być pierwszym i jednym z najniższych wieżowców planowanych w tym miejscu. Budowa mierzącego 92 metry wieżowca rozpoczęła się w 1975 roku, wykonawcą inwestycji była firma Mostostal. 24-piętrowy szkielet powstał w ciągu czterech lat, a sama budowa była pionierskim przedsięwzięciem w skali kraju.
Na pierwszych dwóch piętrach budynku miała znajdować się sala kongresowa mieszcząca 500 osób, część gastronomiczna i usługowa. Kondygnacje 3-14 przeznaczono na pomieszczenia administracyjne i szkoleniowe połączone systemem audio-wizualnym z salą konferencyjną; kondygnacje 15-16 planowano wykorzystać jako kawiarnię z tarasem widokowym a pozostałe piętra – jako hotel. Przy budynku miał mieścić się też parking podziemny na 154 auta. W 1979 roku budowa została zatrzymana z powodu kryzysu gospodarczego. Zostały już wtedy nawet kupione włoskie ściany osłonowe. Ścian już nie zamontowano, zostały sprzedane. W kolejnych latach rodziły się nowe pomysły na dokończenie wieżowca. Początkowo chciano niedokończoną konstrukcję zaadaptować na potrzeby mieszkańców nowohuckiego kombinatu. Następnie pojawiła się koncepcja Centrum Kongresowego Nauki i Techniki, która padła ze względu na bardzo duże koszty.
W latach 90 obiektem zainteresowała się duża francuska sieć hoteli, która chciała dokończyć wieżowiec. Powstały nawet szczegółowe plany tego przedsięwzięcia dla konsorcjum hotelarskiego Accor. Była to koncepcja zespołu dwóch hoteli (Ibis i Nowotel) z adaptacją wieżowca na jeden z nich. Z niewiadomych powodów kontrakt został zerwany w sytuacji, kiedy wszystko było już uzgodnione.
W 2001 roku narodziła się rewolucyjna koncepcja dla sieci Hilton. Zakładała ona adaptację obiektu na potrzeby pięciogwiazdkowego hotelu. Budynek w planach został zmniejszony o osiem kondygnacji - z 24 do 16, ale obok pojawić się miała druga, bliźniacza konstrukcja tej samej wysokości.
W roku 2003 prezydent Krakowa zaproponował wykupienie szkieletu i odsprzedanie go Akademii Ekonomicznej. Uczelnia była zainteresowana sprawą - chciała przeznaczyć budynek na centrum konferencyjne. Ostatecznie nie doszło jednak do sfinalizowania sprawy. We wrześniu 2005 roku w wyniku rozpisanego przetargu Szkieletora nabyła spółka TreiMorfa, której właścicielem większościowym jest Verity Development sp. z o.o. a mniejszość udziałów w projekcie posiada partner lokalny – GD&K Group.
W 2008 roku spółka TreiMorfa zaprezentowała pierwsze koncepcje ukończenia Szkieletora, przygotowane przez sławnego niemieckiego architekta Hansa Kollhoffa. Projekty wyraźnie nawiązują do drapaczy chmur wznoszonych w Stanach Zjednoczonych w latach 20. XX w. Kamienne elewacje, które przykrywają goły szkielet, pną się wysoko po żelbetowej konstrukcji zwieńczonej stalową czapą i zakończonej iglicą. Wysokość budynku została podwyższona z 92 metrów do 130. Jego architektura przypomina budynki Daimler Chrysler czy Empire State Building w Nowym Jorku, wzniesione w pierwszej połowie ubiegłego wieku. Szanse na realizację projektu w formie zaproponowanej przez Kollhoffa wygasły z chwilą, gdy wojewódzki konserwator zabytków wydał decyzję zabraniającą podwyższenia budynku nawet o metr, motywując to faktem, że znajduje się on w zabytkowym układzie urbanistycznym.
Ostatecznie została zatwierdzona przez Miejska Komisja Architektoniczno-Urbanistyczną propozycja bez dekoracyjnego zwieńczenia wieżowca, pozbawiona elementów historyzujących, o płaskim zwieńczeniu. W czerwcu zeszłego roku zaprezentowano publicznie najnowszą koncepcję krakowskiego Szkieletora opracowaną przez pracownię DDJM. Stalowo-szklane elewacje, ogromny kamienny portal i najlepszy widok w mieście - ta wizja nawiązuje do pomysłu stworzenia przy rondzie Mogilskim krakowskiego Manhattanu. Szkieletor urośnie do 102,5 metra. Na tyle zgodził się wojewódzki konserwator zabytków, uznając, że taka wysokość nie zaszkodzi panoramie Starego Miasta. W budynku pojawią się biura i hotel, a na ostatnich dwóch kondygnacjach restauracja z panoramą na Kraków i Tatry oraz wielofunkcyjna powierzchnia wystawienniczo-koncertowa. Najważniejszą, a zarazem centralną częścią kompleksu Treimorfa będzie Piazza, czyli bulwar zlokalizowany pomiędzy budynkami, biegnący od głównego wejścia (wysokiego na 17 m portalu) do najwyższej wieży w kierunku ronda Mogilskiego. Będzie to swoisty "deptak", miejsce do odpoczynku, relaksu i spotkań. Szerokość Piazzy wymierzono na 16 m, tyle samo, ile placu przy Rockefeller Center w Nowym Jorku. budowę ma ruszyc jeszce w tym roku. Czas jej realizacji szacuje się na dwa lata. Koszt budowy całego kompleksu ma się zamknąć w 100 mln euro.
Źródło: Krakowski Szkieletor: powraca idea Manhattanu - www.krakow.gazeta.pl Szkieletor stanie się Treimorfą? - www.bryla.gazetadom.pl "Szkieletor" jak Empire State Building - www.bryla.gazetadom.pl Wieżowiec TreiMorfa - www.skyscrapercity.com
piątek, 15 lipca 2011
trendy w designie: corian
Niełatwo znaleźć materiał, którego właściwości techniczne pozwalają na oddanie żywiołowość twórczego umysłu architekta czy projektanta. Takim materiałem jest właśnie Corian. Materiał Corian wynaleziony został w latach sześćdziesiątych przez firmę DuPont, pierwszego producenta materiałów typu solid surface na świecie. Jest to trwały, nieporowaty, jednorodny materiał powierzchniowy, będący połączeniem czystego akrylu (30%) oraz naturalnych minerałów i pigmentów (70%). Za sprawą akrylu (polimetakrylan metylu) jest elastyczny i łatwy w obróbce, natomiast minerały jako komponent zapewniają mu wytrzymałość i odporność na zużycie. Charakteryzuje się jednorodną strukturą w każdym przekroju. Należy również podkreślić, że proces jego wytwarzania jest nieszkodliwy dla środowiska naturalnego. Wyjątkowe właściwości i wygląd - jednocześnie klasyczny i nowoczesny, sprawiają, że Corian przypominając materiały tradycyjne, takie jak marmur czy granit, jednocześnie daje projektantowi więcej możliwości i rozwiązań w jego twórczej pracy. Wielu architektów i projektantów odkrywa zalety Corianu zarówno, jeśli chodzi o jego zastosowanie formalne, zalety estetyczne, wzornictwo, jak i właściwości i atuty praktyczne. Bowiem właśnie na poziomie czysto praktycznym, zastosowanie go umożliwia projektantom realizację najbardziej wizjonerskich pomysłów. Można go formować w niemal dowolne kształty - kanciaste i obłe, ostre i łagodne. Nie ma widocznych miejsc połączenia poszczególnych elementów, a więc projektant może stworzyć jakby wymodelowaną czy wyrzeźbioną z jednego kawałka konstrukcję. Można łączyć w tym samym projekcie różne kolory materiału, obrabiać go jak drewno, a nawet tworzyć w nim wzory za pomocą piaskowania, cięcia i obróbki krawędzi. Trwały i łatwy w konserwacji jest zarazem mocny i jednolity, a jego pierwotny wygląd jest łatwy do przywrócenia.
Corian przez lata kojarzony z tworzywem do blatów kuchennych, dzisiaj znajduje bardziej wszechstronne zastosowanie i zaczyna budzić żywe zainteresowanie w środowisku projektantów, także polskich. Sprawdza się jako doskonały materiał przy tworzeniu oświetlenia, mebli oraz innych elementów wyposażenia wnętrz. Cieszy się także coraz większą popularnością wśród architektów. Jego niezwykłe właściwości sprawiają, że doskonale sprawdza się jako okładzina do elewacji zewnętrznych, jak i elementów dekoracyjnych wnętrz. Pierwszym przykładem zastosowania Corianu jako materiału elewacyjnego w Polsce miał być pięciogwiazdkowy hotel Hilton we Wrocławiu. Pomimo wielu udanych prób i ekspertyz Instytut Techniki Budowlanej w Warszawie nie wydał zgody na wykorzystanie Corianu. Dziwne tym bardziej, że Corian bez żadnych problemów spełnia wszelkie normy w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Francji, Japonii, czy Wielkiej Brytanii i z dużym powodzeniem wykorzystywany jest w budownictwie.
Źródło:
corian – oficjalna strona producenta
W pełni kolorów - materiał Corian firmy DuPontm- www.dpk.com.pl
czwartek, 07 lipca 2011
Powszechna Wystawa Krajowa w Poznaniu w 1929 roku
16 maja 1929 roku prezydent Ignacy Mościcki uroczyście otworzył w Poznaniu Powszechną Wystawę Krajową (PeWuKa), upamiętniającą 10-lecie istnienia II Rzeczpospolitej. Wystawa prezentowała dorobek gospodarczy, kulturalny, naukowy i polityczny kraju, który na mapie Europy widniał krótko, bo zaledwie dekadę, po okresie 120 lat politycznego niebytu. Przygotowania do Wystawy trwały kilka lat. Na 65 hektarach (obszar trzy razy większy niż współczesne Międzynarodowe Targi Poznańskie) zaprezentowało się 1427 wystawców. Od maja do września 112 pawilonów odwiedziło cztery i pół miliona osób z całego świata. Nigdy wcześniej ani nigdy później Polacy nie zorganizowali tak potężnej wystawy, z której rozmachem dziś równać się mogą wyłącznie światowe wystawy EXPO.
W pawilonach tematycznych prezentowano przemysł ciężki, metalowy, lotniczy, samochodowy czy elektrotechnikę. Swoje pawilony miały też Przemysł Drzewny, Handel i Ubezpieczenia czy Rzemiosło. Panie chętnie odwiedzały Pawilon Pracy Kobiet oraz pawilony poświęcone włókiennictwu, konfekcji, galanterii i jedwabnictwu. Oryginalnym kształtem z trzema wieżami wyróżniał się Pawilon Przemysłu Wódczanego. Goście odwiedzali także Pawilon Przemysłu Likierowego i Koniakowego oraz pawilony Fabryki Czekolady Goplana, firmy E.Wedel i syn czy Browaru Okocimskiego. Tereny dzielnicy Łazarz zajmowały pawilony rolnicze - Produkcja zwierzęca, Mleczarstwo i jajczartwo, Przemysły Ziemniaczane, Akwarjum (Pawilon Rybacki) czy Meljoracje Rolne oraz Meteorologja. Osobne pawilony miały Miasto Lwów oraz Gdańsk.
Sporo miejsca na Pewuce poświęcono także instytucjom publicznym i urzędom. Odwiedzić można było m.in. Ministerstwo Komunikacji, Ministerstwo Poczty i Telegrafów, Ministerstwo Rolnictwa czy Ministerstwo Reform Rolnych. Pewuka miała też swój Pałac Sztuki. Uruchomiono go w istniejącym do dziś Collegium Anatomicum.
Powszechna Wystawa Krajowa to ewenement w historii Poznania. Nigdy wcześniej i nigdy później w tym mieście nie budowano tak nowocześnie i zarazem tak awangardowo. Obiekty powstałe z okazji wystawy bez wątpienia można zaliczyć, do jednych z najlepszych przykładów polskiej architektury modernistycznej dwudziestolecia międzywojennego. Za doskonały przykład może posłużyć projekt pawilonu Nawozów Sztucznych autorstwa Szymona Syrkusa, pawilon Centrocementu projektu B.Lecherta oraz J.Szanajca, pawilon firmy „B.Herse” Bohdana Pniewskiego czy pawilon Ministerstwa Poczt i Telegrafów projektu J.Putermanna oraz Antoniego Miszewskiego.
Dla ówczesnych Polaków Pewuka była oknem na świat, dlatego wszystko musiało być nowoczesne. Począwszy od architektury pawilonów, przez pojazdy akumulatorowe, którymi poruszano się po terenie, skończywszy na rozmaitych nowinkach technicznych - korzystano m.in. z radiografu, tj. pradziadka faksu, a nawet wyświetlano filmy reklamowe. Uznanie wzbudza też nowoczesna organizacja Wystawy. Działała rozbudowana centrala telefoniczna i telegraf. Do dyspozycji zwiedzających oddano biura obsługi publiczności, banki, kantory, kasy kolejowe, teatrów i kin, posłańców, a nawet fryzjerów. Dziennikarzy obsługiwano w Prasowym biurze informacyjnym. Pewuka miała też swój profesjonalny dwutygodnik - „Echo Powszechnej Wystawy Krajowej", w którym licznie reklamowali się uczestnicy Wystawy.
Źródło:
Architekt, Rocznik 1929 nr 1
Architekt, Rocznik 1929 nr 11-12 (także źródło zdjęć)
Powszechna Wystawa Krajowa – Wikipedia
Historia: PeWuKa – Międzynarodowe Targi Poznańskie
Powszechna Wystawa Krajowa 1929 - www.skyscrapercity.com
niedziela, 19 czerwca 2011
piwo zmienia twarz
Konkurencja pomiędzy polskimi browarami jest ogromna. Browary cały czas starają się rozszerzać wachlarz działań marketingowych i zaprezentować się klientom z nowej strony. Konsumenci są coraz bardziej wymagający, zwracają uwagę nie tylko na jakość czy smak piwa, ale też na dodatkowe walory, takie jak wizerunek marki, dopasowanie produktu do ich stylu życia, osobowości czy płci. W ostatnich latach wyraźnie możemy zaobserwować, że koncerny piwne częściej odświeżają markę niż inni producenci. Opakowanie jest jak twarz - każda z czasem się starzeje. Dlatego niezbędny jest częsty, dobry lifting, który powinien następować średnio co dwa - trzy lata. Browary dobrze o tym wiedzą. Kompania Piwowarska w zeszłym roku zmieniła opakowania piwa Lech i Tyskie. Grupa Żywiec w tym roku odświeżyła wizerunek Warki oraz wprowadziła nową butelkę zwrotną piwa Żywiec. Na przykładzie tych czterech najpopularniejszych browarów w Polsce chciałbym przedstawić przeobrażenia w wizerunku polskich marek z branży piwnej w ciągu ostatnich 15 lat.
Tyskie to lider na krajowym rynku piwnym. Założony w 1629 roku browar mocno podkreśla swoją długoletnią tradycję. Począwszy od najstarszej etykiety pochodzącej z 1907 roku pierwszoplanowymi elementami wizerunku Tyskiego są korona oraz szarfa z nazwą browaru.
W 2003 roku miała miejsce pierwsza poważniejsza restylizacja wyglądu marki Tyskie. Objęła ona etykietę, krawatkę, kontretykietę oraz kapsel. Wprowadzono ewolucyjne zmiany w głównym atrybucie marki - koronie oraz przeprowadzono restylizację samego logotypu nazwy Tyskie i szarfy będącej ich nośnikiem. Wyeksponowano medale, które zdobyło Tyskie na najbardziej prestiżowych konkursach międzynarodowych. Dodanie "Registered Trade Mark" przy dacie 1629 podkreśliło źródło marki osadzone w historii i tradycję marki.
W 2008 roku Kompania Piwowarska postanowiła ponownie odświeżyć szatę graficzną marki Tyskie oraz jej opakowania. Powodem były wyniki badań konsumenckich, które wykazały, ze opakowania Tyskiego słabo wyróżniają się na tle innych marek: owalny kształt etykiety, kod kolorystyczny taki sam jak w przypadku opakowań najbliższej konkurencji, brak charakterystycznej ikony. Na nowych etykietach unowocześniono i uwypuklono główne symbole marki, takie jak: korona, szarfa, medale. Usunięto archaiczne pozostałości na rzecz nowoczesnej prostoty i minimalizmu. Odnowione opakowanie wyróżnia się m.in. pionowym napisem na tzw. krawatce w górnej części butelki oraz nietypowo wyciętą główną etykietą (nowość nie tylko wśród polskich, ale i światowych piw), która na górze ma kształt korony. Właśnie korona miała stać się głównym symbolem marki.
Warka Choć Tradycje piwowarskie w Warce sięgają piętnastego wieku, nowoczesny browar zaczął tu działać dopiero w 1975 roku. Na etykietach piwa Warka z lat 90 najbardziej charakterystycznym elementem był portret Kazimierza Pułaskiego. Warka to rodzinne strony tego polsko-amerykańskiego bohatera.
W 2005 roku na półkach sklepowych pojawiły się nowe opakowania mające wzmocnić wizerunek Warki, a także odróżnić ją od marki Strong, z którą jest często kojarzona. Silniejszy logotyp, panel marki oraz większa przejrzystość projektu przy zachowaniu czerwieni jako koloru wiodącego pozwoliły na wzmocnienie brandingu. Zamiast portretu Pułaskiego na etykiecie pojawił się rysunek średniowiecznego zamku - nawiązujący do historii dostaw piwa na dwór książęcy.
Z początkiem tego roku wizerunek Warki uległ ponownie odświeżeniu. Zmiana opakowania to efekt konsekwentnie prowadzonej strategii, która ma za zadanie pokazać piwne kompetencje marki. Nowa etykieta jest jedyną na rynku, która przedstawia cały proces warzenia piwa i odzwierciedla wszystkie najważniejsze wartości marki. Nowa etykieta zachowuje tradycyjne dla Warki kolory. Charakterystyczną innowacją jest natomiast jej kształt – wszystkie elementy zostały umieszczone na tle szklanki z piwem. Nowa, prosta grafika ma typowo męski charakter i podkreśla profesjonalizm oraz charakter marki.
Żywiec W żywieckim browarze piwo warzone jest od połowy XIX wieku i równie długa jest historia żywieckiego marketingu. Najbardziej charakterystycznym elementem wizerunku marki Żywiec jest niewątpliwe para tańczących krakowiaków. Po raz pierwszy przedstawienie tańczącej pary pojawiło się na etykietach żywieckiego piwa w latach 50 XX wieku, za sprawą amerykańskiego importera piwa - Lutoma. To dzięki niemu Żywiec trafił na eksport. Dlaczego krakowiacy a nie żywczanie? W Żywcu przekonywano go, że jeśli już folklor to raczej tutejszy, z Beskidów. Lutom upierał się jednak, że każdemu Polakowi ojczyzna kojarzy się z Krakowem, a więc na polskim piwie będą krakowiacy i już. Pod koniec lat 50-tych powstał drugi obok tańczącej pary charakterystyczny żywiecki znak: trzy choinki, które miały symbolizować zalesione góry Beskidu Żywieckiego.
W 1996 roku z okazji 140 - lecia browaru przystąpiono do odświeżenia wizerunku piwa Żywiec. Etykiety i opakowania nabrały bardziej nowoczesny charakter akcentując tradycję i bogata historię browaru.
W 2006 roku ponownie odświeżono szatę graficzną maki Żywiec. Zmiany w nowym projekcie objęły m.in. usunięcie tarczy ze środka logotypu i odsłonięcie tańczącej pary, dzięki czemu obraz nabrał większej dynamiki. Brak tarczy w logotypie uwypuklił Koronę Habsburgów, a także datę powstania browarów w Żywcu (rok 1856), czyli istotne nawiązania do tradycji i historii marki Żywiec. Sylwetki drzew, symbol Nadleśnictwa Żywieckiego, które podkreślają lokalną tożsamość marki Żywiec, a także przywiązanie do czystego środowiska, zostały umieszczone w dolnej części logotypu.
13 maja w warszawskim Zamku Ujazdowskim zaprezentowano nową butelkę zwrotną piwa Żywiec. Na nowej butelce znalazły się grawerowane w szkle motywy akcentujące genezę i historyczne dziedzictwo Żywca. Wzór poniżej przedniej etykiety przedstawia pierwsze zabudowania żywieckiego browaru, natomiast sąsiadująca z tylną etykietą „pieczęć z koroną” symbolizuje jego arcyksiążęce początki. Piwa z Grupy Żywiec od lat sprzedawane są w butelkach zwrotnych, jednak wprowadzenie nowego, grawerowanego opakowania dla jej flagowego produktu – piwa Żywiec – to wydarzenie bez precedensu na polskim rynku browarniczym. Poważnej zmianie uległa także etykieta. Zrezygnowano z tradycyjnego kształtu elipsy, dotychczasowy logotyp został rozbity, mocniej zaakcentowano szarfę z nazwą marki oraz odświeżono rysunek tańczącej pary.
Lech Marka Lech to jedna z czołowych marek Kampanii Piwowarskiej, która istnieje od początku lat osiemdziesiątych. Lech dostępny jest w kilku wariantach, z których najpopularniejszy to orzeźwiający Lech Premium w charakterystycznej zielonej butelce. Lech jako pierwszy zapoczątkował proces zmiany butelek do piwa na polskim rynku. Zmiany te na margines zepchnęły wykorzystywaną do tej pory przez większość przedsiębiorstw z branży butelkę typu euro. Od 2004 roku zmieniono kolor butelki Lecha na zieloną, do tej pory zarezerwowanych dla zagranicznych piw z segmentu premium (Heineken i Carlsberg).
W 2005 roku dość archaiczne etykiety Lech zostały odświeżone. Nowe, zaokrąglone liternictwo w logo oraz nowa forma charakterystycznej szarfy miały na celu podkreślenie nowoczesności. W gamie kolorystycznej etykiety znalazły się różne odcienie zieleni oraz kolor srebrny – oba te elementy połączone w całość wzmocnione efektem metalicznego połysku służyły wyeksponowaniu wysokiej jakości i orzeźwiającego smaku piwa. Etykiecie nadano również oryginalne tło w odcieniach zieleni charakterystycznej dla Lechaa, które podkreśla nowoczesny charakter odświeżonego opakowania. Więcej innowacji pojawiło się w wyglądzie puszki gdzie logo zostało ustawione w pionie.
W 2010 roku miał miejsce kolejny lifting wizerunku Lecha. Na półki trafiły nowe, zielone butelki piwa Lech. Razem z butelką zmienia się szata graficzna etykiet, która jest teraz bardziej zielona i bardziej dynamiczna niż do tej pory. Nowe logo Lecha, w którym zachowano dawne "lechowe" liternictwo, jest bardziej żywe, młode i ma za zadanie jeszcze lepiej oddać charakter marki.
piątek, 10 czerwca 2011
z cyklu polskie firmy: Leopard Automobile
Jeśli poprosić statystycznego, polskiego fana motoryzacji o wyliczenie choćby kilku modeli samochodów, które powstały na deskach kreślarskich i warsztatach naszych rodzimych konstruktorów, usłyszymy o Polonezach, Syrenkach, Tarpanach czy Żukach tymczasem w Mielcu, w hali, w której przed laty montowano samoloty myśliwskie Lim, dziś inżynier Zbysław Szwaj produkuje, a raczej tworzy luksusowe samochody. Ponoć mieleckimi leopardami jeżdżą: szejk z Doha, znany gwiazdor Hollywood i ktoś ze szwedzkiej rodziny królewskiej. Nie każdy może sobie kupić leoparda. Po pierwsze trzeba poczekać, bo firma produkuje około 20 aut rocznie. Po drugie auto kosztuje ponad 120 tysięcy euro, a więc więcej od porsche. Po upadku tego zakładu w 1997 roku przy pomocy swojego szwedzkiego przyjaciela Alfa Naslunda, również zakochanego w pięknych samochodach, Zbigniew Szwaj nabył pozostałości po upadłej firmie Gepard i rozpoczął prace nad nowym samochodem – Leopardem. Jak sam wspomina: „Założenie było takie: nie konkurować z wielkimi markami takimi jak na przykład Ferrari czy Bugatti, lecz stworzyć samochód ponadczasowy. Zadbać o stylowe oblicze pojazdu, łącząc elementy przeszłości z nowoczesnymi parametrami”. Po niespełna dziesięciu latach prac, podczas paryskiego salonu motoryzacyjnego w 2005 roku zadebiutował pierwszy polski Leopard.
Polski Leopard obecnie produkowany jest wyłącznie jako roadster, ale właściciele fabryki intensywnie pracują nad wprowadzeniem na rynek zamkniętej wersji coupe.
Źródło:
Leopard Automobile – oficjalna strona producenta
Piotr Słociński, Najpiękniejsze polskie coupe – www.menforum.pl
Gadżet dla szejka: Polskie auto droższe niż porsche - www.bankier.pl
sobota, 30 kwietnia 2011
historia designu w pigułce. polska i świat. cz.9
W roku 1989 Polska weszła w okres transformacji ustrojowej. Stosunkowo najłatwiej udało się zmienić system polityczny. Znacznie trudniejszy okazał się proces budowy gospodarki wolnorynkowej. Modernizacja przemysłu przebiegała powoli. Uczestnictwo w modelu konkurencyjnej gospodarki rynkowej było nowością zarówno dla producentów, jak i projektantów. Wdrażanie krajowych wzorów okazało się trudne, ponieważ rynek zaczęły zapełniać towary z zagranicy, które dzięki swej jakości, estetyce, uznanej marce, a niejednokrotnie i cenie, często wygrywają z produktami polskimi. Dla wzornictwa nowa sytuacja oznaczała nieuniknioną konfrontację ze światowymi wyrobami i zdobyczami techniki oraz potrzebę wprowadzenia nowych umiejętności, jak sprawnego zarządzania, konkurencyjności, dostosowywania się do szybko zmieniających się warunków rynkowych. Z drugiej strony, po kilkudziesięcioletnim okresie niedoborów, Polska okazała się rynkiem niezwykle chłonnym, otwartym nie tylko na produkty zagraniczne, lecz również rodzime, zwłaszcza, gdy zaczęto dostrzegać słabości ukryte za barwną maską zachodniej masowej kultury. Dziewiątą część historii designu w pigułce można pobrać w formacie PDF lub JPG. Źródło: Józef A. Mrozek, Trudne Stulecie, Rzeczy pospolite, Polskie wyroby 1899-1999, Olszanica 2001 |
Archiwum
Zakładki:
Kontakt
Kupuj design
O...
Po angielsku
Po polsku
Przeczytaj także
Zobacz także
![]() |